hej ho hej ho do domu by sie… lecialo

Dodano 10 Styczeń 2012, w Bez kategorii, przez alkithilien

szybka pilka prosze Panstwa…. bo czuje ze ten tydzien moze byc intensywny. Odliczanie czas zaczac – za 9 dni lece do Polski. Po 2.5 roku, w koncu!

Ekscytacja taka sobie. Moze sie juz przyzwyczailam, ale pewniej dlatego ze juz tesknie za D. On jakis malo wzruszony, nawet sie zdziwil pacan jak spytalam retorycznie) czy odboerze mnie potem z lotniska… to juz wie ze tak, albo inaczej nie bedzie suwenirow :E niech se nie mysli~ ja przeciez bede z tesknoty usychac i jesc… jesc… jesc… och ile potraw na mnie czeka! Rodzina tez oczywiscie, az taka wyrodna corka/siostra nie jestem :D

W przyszly czwartek wylatuje~ oh oh oh, ciekawe jak tam w Polsce po takim czasie… pewnie drogo :D

Otagowane:  

Postanowien czas

Dodano 4 Styczeń 2012, w Bez kategorii, przez alkithilien

Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku! Oby Nowy lepszym byl. Musze przyznac, ze ostatnio jakas rozmemlana jestem, i jak to ja, skupiam sie glownie na tym co mnie w chwili obecnej najbardziej interesje – moim Ukochanym, troche zaniedbujac reszte. Tlumacze to sobie, ze czasu nie mam, ale moze dlatego ze kazda wolna chwile spedzam najchetniej z Ukochanym, albo szykujac cos, co albo musze zrobic (np. pranie, inne domowe obowiazki, zakupy, wymiana wody rybkom, etc.) albo cos z mysla o Ukochanym (prezenty na rozne okazje, jedzonko, itd.). Za czesto wiec nie docieram na silownie/fitness, nie mam czasu na spotkania z innymi, czy nawet na Facebooka, ktory ostatnio jakos stracil w mych oczetach ten black i element uzaleznienia. Hmmm… Jeszcze sobie wmawiam, ze to tak na poczatku, ze sie ustatkuje, ale zobaczymy. Dlatego tez jednym z postanowien noworocznych jest aby znalezc rownowage w nowej sytuacji zyciowej, o ktorej tyle marzylam, na ktora tyle czekalam, tak aby byc dobra partnerka dla D. jak i dla siebie. Na razie jestem wciaz nienasycona obecnoscia Mezczyzny w moim zyciu, i najchetniej spedzalabym kazdy moment z nim, ale wiem ze to moze byc dla niego za duzo, na razie i tak dzielnie to znosi, ale postanowieniem jest tez umiar z mojej strony, i nie wymyslanie problemow i potworow, smokow, cienii, tam gdzie ich nie ma, bo naprawde, D. jak dotad jest bardzo kochany i dbajacy, i mowi ze czasem pewnych rzeczy
nie lapie, ale jak widzi ze jakis problem sie w mej glowie zaczyna wykluwac to zmusza mnie do tego bym mu go wyartykulowala jasno. Jest jeszcza ta kwestia sekretnosci.
To nie tak, ze bardzo mnie zamiata pod dywan. Ogolnie nie pochodzi z Taichung, nie ma tu znajomych, wiec ciezko jest mu przedstawic mnie znajomym. Jego koledzy z wojska i kilku innych dobrych znajomych wie, ze jestesmy razem, choc ich nie spotkalam. Na razie nie wie rodzina jednak. Nie chce juz o tym myslec, bo sie naczytalam yafudow ostatnio i scenariusze wyobrazni sa okropne, ale tak naprawde nie mam podstaw podejrzewac nic zlego. To chyba normalne, ze faceci potrzebuja wiecej czasu aby przyznac sie rodzinie do zwiazku, bo mamusie maja tendencje bycia az nadto troskliwymi. Nie wiem do konca o co chodzi, ale daje mu do zrozumienia ze oczekuje, ze kiedys odwiedze jego dom, i on na to sie zgadza. Ale dojrzewam do rozmowy na ten temat powoli, bo zaczynam czasami troche skrzeczec na niego przez to, i chyba on nie wie do konca o co chodzi z tymi skrzekami. Jest to widocznie dla mnie wazniejsze niz myslalam, trzeba wiec i to wyartykulowac. Ale nie w tygodniu, bo tak to sie widzimy po 20 min dziennie.

Ale poza tym jak nie swiruje, to ostatnio duzo gotuje! Haha, znany fakt… Ze kobita zaczyna sie interesowac gotowaniem jak ma mezczyzne dla ktorego mozna gotowac. Nie to, ze D. mnie jakos przymusza. Ale raz, ze na wyplacie wojskowej musi oszczednie dysponowac finansami, a dwa ze po prostu fajnie jest tak razem ugotowac, i nakarmic kochana osobe.
Wiec moja kuchnia odzyla, i robilismy juz leczo, paste penne, placki, gofry, jajecznice na winie (czyli co sie pod reke na winie), a w tym tygodniu zrobilam blok, i sie przygotowuje na pierwszy „stinky tofu hot pot”
czyli cos lokalnego. Na razie ukochany nie narzeka i dzielnie zajada. A w poniedzialki, to juz tradycja, robi mi na sniadanie „dan bing”, czyli takie nalesniki z jajkiem i czyms w srodku, ktore sa tu standardem sniadaniowym.

To mnie przywodzi do kolejnego postanowienia, jak co roku – zrzucania wagi! Dzieki tabletkom, ktore nie tylko cere mi popsuly, ale i naglemu spadkowi aktywnosci fizycznej, przytylo mi sie troche w te 3 miesiace. A co gorsza za 2 tygodnie jade do Polski, dobrze to mojej wadze nie wrozy. Tak wiec teraz w tygodniu troche sie dietetyzuje, tylko w weekendy z Ukochanym jem normalnie 3 posilki dziennie. Trzymajcie kciuki! Ogolnie, od dawna P. i W. mi mowili, ze moja milosc do fitnesu tak sie skonczy, bo za bardzo sie organizm przyzywczail ze codziennie 1-2 godziny ruchu. Sugerowali abym ograniczyla do 3-4 razy w tygodniu, no i to wlasnie staram sie robic tez. Ale jednoczesnie mam nadzieje, ze w koncu naucze sie gotowac lokalne potrawy, i to zdrowe! czas najwyzszy!

Ostatnie postanowienie – kariera. Ostatnio mam wrazenie, ze moje niezadowolenie z pracy powoduje lekka depresje. Wieczne zmeczenie, narzekanie. Ostatnio w niedziele, kladac sie do lozka jak pomyslalam, ze za pare godzin trzeba wstac do pracy, i to na 6-dniowy tydzien pracy… To serialnie az sie poplakalam. Rano jak sie budze, to tez czuje sie okropnie, i prawie mi sie plakac chce ze musze jechac do pracy. A w sumie dlaczego? Raz, ze daleko do tej pracy, dojazdy zajmuja duzo czasu, jest zimno, czesto mokro, a do tego potencjalnie niebezpiecznie… Wciaz za kazdym razem wsiadajac na skuter w drodze do/z pracy rozpoczynam od modlitwy o bezpieczna droge. Za czesto tu widuje wypadki, za czesto sama prawie mam stluczki.
Kolejny problem to sama praca… Szef ostatnio marudzi, wspolpracownicy nie sa profesjonalni, zawsze ja musze klientow przepraszac i sluchac ich narzekan, za ktore nie moge ich winic. Czuje, ze szef nie jest zadowolony, wiec zaczynam sie obawiac czy mnie nagle nie zwolnia. Z jednej strony marze o tym, a z drugiej… nie jestem w Polsce, nie mam rodzicow u ktorych moge mieszkac, zadnych oszczednosci
Ale chcialabym zmienic prace, powoli wiec zaczynam szukac nowej, tym razem tylko w Taichung. I to jest moje postanowienie, zmienic prace. Ale bede mogla dopiero po powrocie z Polski, jak sami mnie do tego czasu nie zwolnia. Trzymajcie kciuki, glownie za to!

A jak wasze postanowienia? Plany? Macie jakies?

Otagowane:  

po Swietach

Dodano 29 Grudzień 2011, w Bez kategorii, przez alkithilien

mialam pisac, ze weekend Swiateczny byl cudowny, spedzony z dokladnie tymi ludzmi z ktorymi chcialam go spedzic (to znaczy z D., P. i W., plus gosciem specjalnym ;) ). Duzo gotowalismy z D., ogladalismy filmy, w Wigilie wypilismy w czworke 2 butelki wina, Skypowalismy moja rodzine. Urocze. Mialam pisac i pisac.

Wczoraj chcialam tez pisac o tym, ze Oscar ma 6ste urodziny, z ktorej to okazji rozne bibeloty.

Ale wylecialo mi to wszystko z glowy, bo od wczoraj troche sie kloce z D. Nawet nie calkiem kloce chyba, ale caly ten tydzien jest taki jakis wstany lewa noga, co sprawia ze bardzo mi doskwiera to, ze wciaz robie za sekretna dziewczyne, o ktorej nikt z jego strony znajomych/rodziny nie wie. Rozmawialismy wczoraj na Skypie i otwarcie powiedzialam/czepilam sie pewnego stwierdzenia. Niby nie chce zaczynac, ale z drugiej strony kazal sobie mowic co mi sie tam pod kopula gotuje, wiec powiedzialam, ze mnei to stwierdzenie zabolalo. Na co padla zlosliwosc. Krotka i wycofana, ale padla. Oficjalnie sie nie poklocilismy, ale mnie rozmawialismy, a ja nie powiem poplakalam sobie (ale to ostatnio przychodzi mi az za latwo, chyba jeszcze hormony mi sie nieustatkowaly).

Nie chce sie rozpisywac w szczegolach, ale dzis nie duzo lepiej. Niby sie nie klocimy ale atmosfera jakas taka nie bardzo. Prosilam go w poniedzialek aby dzis ze mna poszedl na spotkanie z takim gosciem z japonii ktorego troche znam z netu. W zyciu go nie spotkalam, nagle przyjezdza do Taichung i chce sie spotkac, glupio mi odmowic, zwlaszcza ze wiem ze pomogl mojej znajomej kiedys w Japonii. Kochany niestety sie nie palil od poczatku na to spotkanie, az dzis oznajmil ze idzie na kolacje ze znajomym. Nie chce byc zlosliwa, ale jakis zlosliwy troll w mojej glowie mi gada i gada jakies glupoty. Staram sie nie sluchac, ale cienko to wychodzi.

Nie bede juz pisac, bo wychodzi straszna smuta, a przeciez nic sie takiego nie stalo. Sylwester w sobote, bedzie bal przebierancow, szampanska zabawa…

Szczescliwego Nowego Roku wiec! Oby byl lepszy!

Otagowane:  

Ostatni raz o Dubaju, plus weekendowe romanse

Dodano 13 Grudzień 2011, w Bez kategorii, przez alkithilien

Czesci trzeciej z Dubaju nie chce mi sie opisywac… Ostatni dzien to byla wycieczka po miescie i podroz powrotna, i tyle. A wycieczka? Wynajelismy prywatny samochod, i Pan Kierowca Ismael obwozil nas 4 godziny po wszystkich znanych atrakcjach. Niestety, ze byl to piatek, islamska niedziela, kiedy to miejscowi musza udac sie w poludnie na modlitwe do meczetu, wszystko prawie bylo pozamykane, i ogolnie wialo pustka na takich bardziej tradycyjnych lokalizacjach. Wygladalo to wiec tak, ze sie zatrzymywalismy, pstrykalismy zdjecia i won. Ewentualnie nas Ismael wpuszczal na 20-30 min na jakies „zakupy”, ale tylko dorgie centra handlowe byly potwierane, niemniej ogladalismy sobie piekne produkty.

No ale zobaczylismy i najdrozszy hotel swiata, i piekne plaze, i wielblada, i wjechalismy na Palme (jako takiej to nie widac jej bedac na niej), hotel Atlantis, no i centrum handlowe ze sztucznym zboczem narciarskim gdzie stojac obok, za szybka dzieci zjezdzaly na sankach i lepily balwany z padajacego sniegu. Tak Dubaj to taki kraj, ktory musi miec wszystko naj. Na razie idzie im z tym calkiem niezle.

 

No i tyle o Dubaju, baju baju. Dawna sprawa. Teraz w glowie mi rozne plany z Ukochanym.

 

Na Mikolajki, jak wspominalam juz, zaskoczyl mnie bukietem kwiatow. Szkoda tylko, ze Oscar probuje je zjesc, wiec stoja w skaldzikowym pokoju, jedynym do ktorego zamykam drzwi przed kotem.

W ten weekend z kolei pojechalismy do Taipei. Najpierw w sobote byly probne gofry na nowo zakupionej (uzywanej, dla mnie nowej) gofrownicy. Cos nie szlo zbyt dobrze, ale gofry jak pizza – sa tylko dobre i bardzo dobre. D. szlo znacznie lepiej niz mnie… musze inny przepis jednak na ciasto chyba podlapac. Do tego sam zaproponowal, zeby zrobic pranie przed wyjazdem, choc glownie moje rzeczy byly do prania, i sam nawet poszedl nastawil to pranie, ja tylko wieszalam gdy on dosmazal gofry.

W Taipei ogolnie padalo, a mysmy mieli zaplanowane zoo… balam sie, ze zaraz bedzie typowe Tajwanskie „paaada…. chodzmy gdzies pod dach, blablabla”, ale nie, kupilam parasolke za 10 zl i poszlismy ogladac koale, pandy i niedzwiedzie tajwanskie, bo ktos bardzo lubi wszystko co misio-podobne i to nie jestem ja. Niestety nie wykalkulowalismy, ze docierajac do zoo o 15… mamy malo czasu na ogladanie, bo zamykaja je o 17… no ale w sumie, mialo to sens, bo o 17 juz jest ciemnawo. To ad hoc plan aby sie przejechac kolejka gondolowa, ktora jest obok…. i tu nam szczescie nie dopisalo, bo kolejka akurat w naprawie… do 15stego grudnia. Ale Piekny nie narzekal, postanowilismy pojechac do hotelu zostawic bagaze. Okolica hotelu byla ladna… niby podjazd metrem, niby Taipei… ale cicho, spokojnie, gory… duzo sklepikow, podobala nam sie okolica. Ale ze nie moglismy sie wmeldowac az do 22:30 (!!!!! Niedoczytalismy drobnego druczku). Pojechalismy z hotelu do TanShui, czesci Taipei ktora jest juz blisko morza, gdzie sa ladne widoki, jedzonko, sklepiki z pamiatkami. Zimno bylo ze ojej, dalej mzylo, ale nas to bardzo nie zniechecalo. Zrobilismy nawet jakies zakupy, D. kupil czapke siostrze, ja kolczyki sobie i pierscionek na prezent kolezance. Zrobilismy sobie zdjecia w maszynie i juz byl czas na powrot do hotelu.

W pokoju mielismy wlasna wanne z 3 kurkami: goraca woda, zimna woda, i naturalne gorace zrodla :D Najpierw odwaznie wypelnilismy wanne sama woda ze zrodla, ale okazalo sie ze 55 stopni to jednak troche za goraco, i dodalismy zimnej. Po dniu spacerow w mzawce bylo to bardzo relaksujace. Poszlismy spac o 1 w nocy… i wiecie dlaczego D. jest dla mnie idealny? Bo sam zaproponowal bysmy wstali o 6 rano w niedziele, zeby miec czas na jeszcze jedna kapiel w tych zrodlach. O 7 zaczynali sniadanie w restauracji hotelowej, a my musielismy opuscic hotel o 8 rano najpozniej, bo o 10 musialam byc na treningu fitness na innym koncu Taipei. Ukochany zamiast narzekac, dzielnie to zniosl i jeszcze wymyslal takie kwiatki jak wstawanie o 6stej. Kto mnie zna, ten wie, ze ze mnie ranny ptaszek… ale zazwyczaj nie jest to pozadana cecha wsrod moich znajomych. Do dzis pewnie niektorzy pamietaja slynna konwentowa pobudke, ktora im zaserwowalam w Katowicach „Wstawajcie, juz 6sta, Pila przyjechala!”. Fakt wiec, ze moj D. jest wstanie sam z siebie uwazac ta pore dnia za ludzka… ah… wzruszajace J

Na trening dotarlismy, Piekny dzielnie wyczekal az sie wypocilam, i pojechalismy do IKEI, gdzie zjedlismy lunch i poszlismy walac sie po lozkach :D Najbardziej nam sie podobaly pokoje dla nastolatkow i dzieci, oraz maskotki brokuly i marchewki J no i niedzwiedz. Kupilismy kilka drobiazgow i wrocilismy do Taichung wspolnie narzekajac na tlum i tlok w Taipei, i ze w zyciu nie chcielibysmy tam mieszkac.

Jak na razie, wszystko pieknie. W ten weekend jedziemy znow do Taipei, ale tylko w niedziele na Polska Wigilie. D. bedzie mial okazje sprobowac poslkiego jedzenia (caly rok czekalam na ta kolacje!). Tym razem jedziemy jednak ze znajomymi samochodem, wiec przynajmniej tlum nam powinien mniej doskwierac.

Swieta tuz tuz… trzeba sie na jakis prezent w koncu zdecydowac… pomysly?

Otagowane:  

Nakarm Piesa

Dodano 12 Grudzień 2011, w Bez kategorii, przez alkithilien

Coroczna akcja Tablicy.pl coby nakarmić pieski na Święta. Codziennie klikać i już. Ja na razie dokarmiam Astrologa.

Nakarm Piesa

Otagowane: